Becoming an au pair in France
Katarzyna as an au pair on the Île d'Yeu, France

In the summer of 2009, Katarzyna worked as an au pair on the Île d’Yeu in France. She took care of 5 children aged 8 months to 9 years. Below you can find out more about her experiences during her stay on this small French island. She wrote her report in her mother tongue, Polish.



„Francuska przygoda”

Katarzyna Właściwie nie wiem dlaczego zdecydowałam się zostać au pair. Pewnie, jak większość trochę dla pieniędzy, trochę dla przygody, po części, żeby „podreperować” mój angielski i francuski, a trochę… po prostu z nudów! Oto moja historia.

Poszukiwania rozpoczynam na stronie aupair-world.net. Tu też odnajduję rodzinę, z którą postanawiam spędzić wakacje. Decyduję się przede wszystkim dlatego, że to francusko- angielska rodzina, w której zarówno rodzice, jak i dzieci mówią w obu tych językach. Perspektywa pięciu tygodni z piątką małych dzieci ( w wieku od 8 miesięcy do 9 lat) trochę mnie przeraża, ale postanawiam zaryzykować.

Czy podołam?!

Oczekiwanie na wyjazd miesza się ze strachem. Pytanie: „Czy podołam?!” towarzyszy mi przez cały lipiec. Boję się nie tylko pracy au pair (dwa lata wcześniej spędziłam wakacje w Rzymie pracując jako au pair), ale chyba zdecydowanie bardziej samej podróży. Host rodzina spędza wakacje na maleńkiej wysepce na Oceanie Atlantyckim, oddalonej ok. 30 km od francuskiego zachodniego wybrzeża, o nazwie, która niewiele mi mówi: L’Ile d’Yeu. Żeby do nich dotrzeć muszę pokonać kilka przeszkód (także tych zakotwiczonych w mojej głowie). Pięć środków transportu, cały dzień w drodze, zdana sama na siebie- zapowiada się na przygodę życia!

28 lipca wsiadam do samolotu na lotnisku Kraków- Balice, po dwóch godzinach jestem już na CDG Airport w Paryżu. Szybki bieg przez lotnisko i w ostatniej chwili udaje mi się złapać TGV do Nantes. Kolejne dwie godziny drogi. Potem przesiadka na autobus i po godzinie jestem we Fromentine, małej wiosce rybackiej nad oceanem. Tam wsiadam na prom i po 45 minutach dobijamy do brzegu, gdzie z oddali zauważam kobietę z kartką z napisem „Kasia”. Dla wprawionych podróżników taka eskapada byłaby pewnie przysłowiową bułką z masłem, ale dla mnie- zlęknionej 21-letniej dziewczyny z małej podkarpackiej miejscowości to było nie lada wyzwanie, tym bardziej, że każdą przesiadkę musiałam wcześniej zaplanować sama. Kilka minut jazdy samochodem z host mamą i jesteśmy na miejscu. Dzieciaki witają mnie, jak starą dobrą znajomą, z ogromną otwartością, bez jakichkolwiek oporów. Dzień wolnego, czyli czas na regenerację sił po podróży oraz przyjrzenie się zwyczajom domu. Kolejny dzień to już początek mojej pracy jako summer au pair.

Mój dzień...

Wstaję o godzinie 7:45, mam jakieś 15 minut na „przygotowanie siebie” zanim obudzi się najmłodszy brzdąc, 8- miesięczny, wiecznie uśmiechnięty chłopiec. Podaję mu kaszę, przewijam, a w tzw. międzyczasie przygotowuję śniadanie dla pozostałej czwórki- sok, nutella, dżem, chleb, francuskie rogaliki, tosty- stały zestaw śniadaniowy. Po śniadaniu spacer z maluszkiem (czasem z trójką maluszków wizyta w pobliskim sklepie ze słodyczami). Następnie powrót- czas na godzinną drzemkę najmłodszego i zabawę z pozostałymi. O 13.00, jak w każdej francuskiej rodzinie obiad, przygotowany przez rodziców, ja karmię najmłodszego chłopca, mama lub tata jego dwuletniego braciszka. Po obiedzie sprzątam naczynia, host mama kładzie najmłodszych  chłopaków na 2-godzinną siestę W czasie drzemki malców bawię się z najstarszą trójką: 9 i 6- letnimi dziewczynkami oraz 8- letnim chłopcem.

Tradycyjnie „ciuciubabka”, gra w UNO, poszukiwanie skarbów, lub art&craft, czyli wszystko na co dzieci w danym momencie mają ochotę. O 16 budzi się najmłodszy chłopiec. Stały rytuał- kasza, przewijanie, zabawa. W tym czasie rodziców i pozostałych dzieci już nie ma w domu- wcześniej wychodzą na plażę. Często jednak zdarza się, że któreś z dzieci nie ma ochoty iść z rodzicami, zostajemy więc w trójkę i spędzamy czas na zabawie. Ok. 17.30 czas na kąpiel. Do wanny wskakują chłopcy, dziewczynki biorą prysznic w łazience obok. Szybka kąpiel najmłodszych chłopców, przebieranie w pidżamki i czas na kolację. Potem ok.

dwóch godzin zabawy z całą piątką i czas do łóżek o 20.30- moment, który zawsze oznacza walkę! Zwykle toczą ją rodzice z dzieciakami (to oznacza, że ja mam upragniony koniec dnia!), ale przynajmniej 3 razy w tygodniu ja- rodzice wychodzą wieczorem do restauracji,  znajomych lub na koncert. Wtedy „walka” trwa jeszcze dłużej. Pracę kończę o 20.30, kiedy dzieciaki kładą się spać lub później (często baardzo późno), gdy mam baby-sitting. Zwykle jestem tak zmęczona, że biorę szybki prysznic i padam do łóżka, zamykam oczy i odpływam, by powrócić znów o 7:45.

Tak wygląda mój „dzień powszedni”. W niedzielę mam off (na który czekam od poniedziałku). Wyłączam budzik i śpię tak długo, jak tylko mogę. Po obiedzie wskakuję na rower i wyruszam na „rundkę” dookoła wyspy. To jakieś 20 km. Po drodze zatrzymuję się na plażach, podziwiam piękne widoki, robię zdjęcia, opalam się, czasem gram z przypadkowo poznanymi ludźmi w siatkówkę plażową.

Au pair...czy warto?

Myślę, że śmiało mogę nazwać czas spędzony na L’Ile d’Yeu wakacjami mojego życia. Przeżyłam wiele niewiarygodnych przygód, spotkałam wspaniałych ludzi, nauczyłam się bardzo wiele: począwszy od znacznej poprawy angielskiego i francuskiego, przez naukę na własnych (i cudzych) błędach pt. jak wychowywać dzieci, poprzez poznanie samej siebie (nie spodziewałam się, że mogę mieć tyle cierpliwości!). Poznałam także zwyczaje Francuzów. Zaimponowała mi ich serdeczność i otwartość, „Bonjour”, które słyszałam codziennie od nieznanych mi ludzi w czasie spacerów, uśmiech na twarzy. Polubiłam sposób w jaki spędzają wolny czas- bardzo aktywnie, uprawiając liczne dyscypliny sportu.

Styl wychowywania dzieci różni się trochę od tego „polskiego”, jaki ja znam. Tutaj rzadko dzieci robią coś pod przymusem, uczą się tego, czego chcą, bawią się w to na co mają w danym momencie ochotę. Nie zwraca się uwagi na to, że dziecko bawi się w błocie, jest całe umorusane, jeśli tam jest szczęśliwe, niech tak robi! Ponadto pokochałam francuskie jedzenie, szczególnie ryby, sery, mnóstwo owoców i warzyw oraz to, że posiłki je się długo, dyskutując przy nich o życiu, polityce i sporcie.

„Wisienką na torcie” moich francuskich wakacji były 3 dni spędzone w Paryżu w drodze do domu. Widok Wieży Eiffla nocą to spełnienie moich dziecięcych marzeń! „Operowanie” polecam każdemu, kto chce przeżyć wspaniałą przygodę. Dodam, że tak zaprzyjazniłam się z rodziną, że tego roku postanowiliśmy znów spędzić wspólnie wakacje, ja oczywiście w chrakterze summer au pair!

×
Please select a language

Log in to AuPairWorld

×

Security question

If you forget your password, you must answer a security question correctly. Only then will it be possible to reset your password and regain access to your profile. Please select a question now and enter an answer for it.

  Cancel